Ewangelizacja w Kościele
Dodane przez Zbigniew Kowalski dnia 22.08.2007
o. Tom Forrest CSsR

Moje ogłoszenie nie może was zaskoczyć, oto ono: "Jestem nie tylko chrześcijaninem, jestem katolikiem, jestem nim od 63 lat i czuję się bardzo szczęśliwy z tego powodu". Wiem, że nasi bracia metodyści mówią podobnie na swoich spotkaniach i szczęść im Boże. Wiem również, że podobnie zachowują się nasi bracia anglikanie i im też niech Bóg błogosławi. Oby i na nas, katolikach, Jego łaska spłynęła obficie. Moim zadaniem, moją rolą, naszą rolą w ewangelizacji nie jest tylko uczynić kogoś chrześcijaninem. Naszym zadaniem jest wprowadzenie ludzi w całe bogactwo i pełnię życia chrześcijańskiego, które jest w Kościele katolickim.
Nie zawsze słowa "ewangelizacja" i "katolicyzm" brzmiały dobrze razem. Opowiem historię, która przydarzyła się mojemu współpracownikowi - księdzu z Irlandii. Pewnego razu składał wizytę jednemu z biskupów, starał się jak najlepiej zaprezentować, założył swą najlepszą irlandzką sutannę. Przedstawił się, że przybywa z samego Rzymu, gdzie pracuje w Biurze "Ewangelizacja 2000". Nic to nie pomogło. Ów biskup usłyszał tylko jedno słowo "ewangelizacja", po czym zapytał gościa: "Czy jesteś katolikiem?" Tymczasem słowo "ewangelizacja" jest pojęciem biblijnym, wyraża istotny dla wiary dynamizm i musi takim pozostać. Powinniśmy uczynić to słowo żywą częścią naszego kościelnego języka. Może tak się stać jedynie wtedy, gdy ze wszystkich sił będziemy pracować, aby głos Ojca Świętego Jana Pawła II, wzywającego do nowej ewangelizacji w naszych czasach, w obliczu roku dwutysięcznego, był wyraźnie usłyszany i doczekał się dynamicznej odpowiedzi ze strony każdej diecezji, biskupa, księdza, członka zakonów, parafii, ruchów, stowarzyszeń, organizacji, całego Kościoła, każdego z 850 milionów katolików żyjących dziś na świecie.
Nasz cel możemy realizować na wiele sposobów. Praktykujący katolik podejmuje wysiłek wprowadzania innych do Kościoła przez sposób prowadzenia ewangelizacji naznaczony czysto katolickim brzmieniem i kontekstem. Naszym zadaniem nie jest bowiem wprowadzanie ludzi w jakiś niejasny i bezpański stan "bycia chrześcijaninem". Każdy katolik, uważnie studiujący Pismo Święte, wie, że naszym powołaniem nie jest jedynie stanie się bożym człowiekiem, świętym Markiem, Edwardem, Marią, Romkiem czy Karolem. Zostaliśmy powołani, aby stać się wspólnotą ludu Bożego. Jesteśmy powołani, aby trwać razem, jako Kościół Chrystusowy, nie zaś jako bukiecik wielkich, ale niezależnych indywidualności, podchodzących do wiary w ten sam sposób, jak ludzie w amerykańskich barach samoobsługowych. Coś z tego, nic z tamtego, tego nie lubię, tamto może być i jest fajnie. Nie w ten sposób jednoczymy się we wspólnej, katolickiej wierze, którą mamy w Chrystusie.
Do czego wzywa nas Pismo Święte? List do Efezjan w rozdziale czwartym ukazuje, że jesteśmy powołani do jedności, na wzór jednego organizmu - ciała. "Jedno jest Ciało, jeden Duch, jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Bóg i Ojciec wszystkich" (Ef 4, 4 - 5). Odkąd przyszliśmy do jedności wiary i poznali Słowo Życia, nie jesteśmy już jak dzieci miotane przez każdy powiew nauki (por. Ef 4, 14). Powyższe słowa nie pochodzą z najnowszych watykańskich dokumentów, lecz są starym orędziem biblijnym o wciąż aktualnym dla nas przesłaniu - jakimi Bóg chce nas mieć. Odpowiedź, którą przynosi nam słowo Boże rozwija Evangeli Nuntiandi - adhortacja papieża Pawła VI o ewangelizacji, w której czytamy: "Istnieje głęboki związek pomiędzy Chrystusem, Kościołem i ewangelizacją". Więź pomiędzy osobą Chrystusa, Kościołem, który tworzymy, a naszym apostołowaniem zapewnia Kościołowi żywotność i wzrost.
Wszyscy słyszeliśmy wiele razy słowo "inkorporacja". Co oznacza inkorporacja? Najprościej mówiąc, inkorporacja to uczynienie kogoś lub czegoś częścią większego ciała (łac. in = w, corpus = ciało). Wracając do apostolstwa, możemy powiedzieć, że inkorporacja jest wspólnym mianownikiem każdej katolickiej ewangelizacji. Ewangelizując mamy na uwadze uczynienie kogoś częścią i członkiem Ciała Chrystusa, którym jest Kościół. Zapewne znana jest wam postawa, którą nazywam podrygiwaniem. Niektórzy lubią chodzić tylko swoimi drogami, nie chcą słuchać, co inni mają im do powiedzenia, nie cierpią pouczeń, tak sobie podrygują: "Jezus - tak, Kościół - nie". Co to znaczy? Ktoś kto tak myśli nie zna nawet Pisma Świętego, które uczy, że Kościół jest Ciałem Chrystusa. Sam św. Paweł wiele razy wskazuje z upodobaniem, że Chrystus założył swój Kościół, aby ludzie mogli poznać wolę Bożą. Dlatego ewangelizacja nie spełnia swego zadania, jest tylko częściową, jeżeli osoba nawrócona nie staje się częścią Ciała Chrystusa, nie zostaje wprowadzona do Kościoła. Posłuchajmy jeszcze raz słów Pawła VI z jego fascynującego dokumentu O ewangelizacji w świecie współczesnym: "Przystanie do Królestwa ujawnia się w rzeczy samej przez dostrzegalne i dotykalne czyjeś wejście do społeczności wiernych. Tak więc ci, którzy odmienili swe życie, wstępują do wspólnoty, która ze swej natury jest znakiem przemiany i nowości życia, to jest do Kościoła, widzialnego sakramentu zbawienia" (nr 23). Nowo zewangelizowani nie mogą pozostawać w abstrakcyjnym stanie, bez ciała, czyli bez inkorporacji. Bardzo lubię te słowa "widzialny sakrament zbawienia", którym jest Kościół. Jeżeli tym jest Kościół, to celem naszej ewangelizacji jest wprowadzanie ewangelizowanych w pełnię jego życia.
Co w praktyce oznaczają powyższe słowa dla katolickiej nowej ewangelizacji? Ewangelizowanie wymaga wprowadzania ludzi do życia lokalnego Kościoła, aby stali się praktykującymi i aktywnymi członkami parafii. To parafia jest tym miejscem, w którym otrzymujemy pomoc w życiu duchowym i wzrastamy we wspólnocie. Jak powiedział św. Paweł, chodzi tu o wzrastanie "do miary wielkości według pełni Chrystusa" (Ef 4, 13). Po nawróceniu mamy przed sobą długą drogę duchowego wzrostu. Mamy przed sobą drogę wzrastania, nawet gdy byliśmy na pielgrzymce, oazie itd., gdy otworzyliśmy się już na Ducha Świętego i otrzymali Jego charyzmaty. Miejscem wzrostu jest parafia. Dziękuję za te anemiczne oklaski. Zwróciłem na to uwagę nie dlatego, że chciałbym więcej oklasków, ale chcę wam powiedzieć, dlaczego tak anemicznie klaskaliście. Być może wielu z was myśli sobie: "Bardzo ładnie ksiądz mówi, ale to nie takie proste znależć parafię, w której się coś dzieje i w której można wzrastać". Zgoda, jeżeli nawet tak jest, to nie znaczy, że macie rezygnować z parafii. Przeciwnie, macie dużo do zrobienia w swojej parafii. Potrzeba włączyć odnowę parafii w wasze cele ewangelizacyjne. Tylko ta droga zapewni osobom zewangelizowanym miejsce, w którym będą mogły doświadczyć obfitego życia w Chrystusie. Niezbędna jest wytrwała praca i modlitwa na rzecz odnowy parafii, a często wiąże się ona z wysiłkiem wprowadzenia proboszcza w odnowę.
Wielkim błędem jest rezygnowanie z dobrej rzeczy, zanim znajdziemy w zamian coś lepszego. Wiele wędrowałem po świecie. Nigdzie jednak nie spotkałem czegoś lepszego, pełniejszego, bardziej ukochanego przez lud Boży, niż parafialna wspólnota katolicka. Możesz ją znaleźć w każdym zakątku świata. W przyszłym miesiącu w rekolekcjach dla kapłanów w Rzymie wezmą udział m.in. duszpasterze z parafii w Iranie i Iraku. Jest taka parafia, która otwarła drzwi dla każdego: prostytutek, narkomanów, bezdomnych, dla najsłabszych i najsmutniejszych w społeczeństwie, dla największych grzeszników. Są tam neofici, są tacy, którzy dopiero doświadczają nawrócenia, są też niewierzący, którzy po prostu szukają oparcia i pokoju. O jak chciałbym zabrać was do tej parafii w Singapurze, gdzie w każdą niedzielę gromadzi się dwadzieścia tysięcy ludzi. Na samym równiku Kościół nie potrzebuje specjalnie ścian - wystarczy porządny dach. Nawet w nocy przychodzą wierni, patrzą na ołtarz, na tabernakulum i modlą się. Nocami przychodzą tam też muzułmanie i hindusi, ludzie, którzy nie poznali jeszcze Chrystusa, ale już znaleźli odrobinę serca dla siebie w tej katolickiej parafii. Dane mi było głosić homilie w parafiach, które liczą sobie osiem wieków, nauczałem w kościołach parafialnych, które liczą sobie dwanaście wieków i dalej żyją, rozwijają się, ludzie tam przychodzą i będą przychodzić aż do końca świata. Czy nie czujecie jak serce zaczyna wam szybciej bić, gdy po latach powracacie do parafii waszego dzieciństwa? Czy pamiętacie, jak krewni i przyjaciele wspominali z radością o pierwszych krokach duchowego życia w kościele ich młodości? Osobiście pamiętam, gdy jako mały chłopak w niedzielne popołudnia wracałem z kina, by następnie pędząc do kościoła, zapewnić sobie dobre miejsce w kolejce do spowiedzi. Nigdy nie zapomnę starych murów tamtego kościoła. Kiedyś z ojcem wstąpiliśmy wieczorem do naszej świątyni. Wciąż widzę ten blask świec, czuję ową atmosferę modlitwy. Potem było małe piwo w drodze do domu, oczywiście nie dla mnie, dla taty. Czegoż się nie pamięta! Zapach kwiatów w Wielki Czwartek, woń kadzidła. Wreszcie nigdy nie zapomnę tego uśmiechu i sposobu, w jaki pozdrawiał mnie i rodziców ukochany proboszcz tamtej parafii. To jego dobroć sprawiła, że zaczęło się powoli rodzić moje powołanie do kapłaństwa. Jako kleryk spełniałem funkcję zakrystianina w mojej parafii. Gdy otwierałem kościół, a było to dokładnie czterdzieści pięć lat temu, w poranek który był ostatnim dniem drugiej wojny światowej, bardzo się wzruszyłem. Przypadło mi otwierać drzwi kościoła oczekującym od nie wiem jak wczesnych godzin tłumom wiernych, chcących podziękować Bogu za koniec tego okropnego okresu. Potem była radość mojej pierwszej mszy prymicyjnej już w nowym kościele. Tam też odczuwałem pocieszające ciepło i pokrzepienie w żalu, gdy najbliżsi członkowie rodziny odchodzili do nowego życia. Wszystkie te wydarzenia są żywe w mojej pamięci, i myślę, że podobnie wy wspominacie.<
Nie można zatem ewangelizować kogoś, by stał się tylko chrześcijaninem. Należy zaprosić go do społeczności katolickiej, do bycia wraz z tobą członkiem parafii katolickiej. Dlaczego jest to tak ważne? Oto kilka powodów. Jest siedem sakramentów, a Kościół katolicki celebruje je wszystkie. Jeżeli Chrystus je wszystkie ustanowił, ja jako katolik wszystkie je uznaję. Nie tylko chrzest jest sakramentem inicjacji, ale także bierzmowanie jest wprowadzeniem w pełnię dojrzałego życia chrześcijańskiego, udzieleniem misji i mocy dla żołnierzy Chrystusa. Mamy Eucharystię nie jako symbol Ciała i Krwi Chrystusa. Na ołtarzu jest Ciało Chrystusa i Jego Krew. Jezus jest żywą ofiarą. Eucharystia jest przedziwną ucztą miłości, oblubieńczym aktem miłości. Podczas Eucharystii stajemy się tym samym Ciałem Chrystusa. Ileż ciepła jest w tym wydarzeniu, jaki niezwykły pokój nas ogarnia, kiedy w jakimkolwiek zakątku świata, wstępując do kościoła, widzimy małe czerwone światełko wiecznej lampki mówiące - Jezus Chrystus jest tu. On oczekuje na twą wizytę. W tym miejscu mógłbym długo opowiadać wam wydarzenia z życia Matki Teresy z Kalkuty. Wiele razy mówiła: "Jeżeli nie ma kapłana, nasze siostry nie mogą działać, ponieważ gdzie nie ma księdza, nie ma Eucharystii, a nasze siostry nie mogą żyć i pracować, gdzie nie ma Jezusa". Pamiętam rozmowę z Matką Teresą po jej powrocie z Moskwy. Umieszczono ją tam w wystawnym hotelu. Myślicie, że dobrze się tam czuła? Była nieszczęśliwa, ale nie z powodu przepychu panującego w hotelu. Powiedziała mi: "To było takie smutne, nie było Jezusa, nie było Najświętszego Sakramentu, ani w hotelu ani w pobliskim kościele". Czuła się taka samotna, bo nie było Chrystusa Eucharystycznego, do którego mamy dostęp w każdym kościele. Czy pamiętacie dzień waszej pierwszej komunii? Czy pamiętacie dzień waszego bierzmowania? Dziękuję za łaskę, która została mi dana tego dnia za pośrednictwem mojej parafii. Jako katolicy nie potrzebujemy psychiatrów, którzy by mówili: "Masz problem - kompleks poczucia winy". Za takie słowa możecie pięknie podziękować, ale takie diagnozy nic nie zmieniają. Otrzymaliśmy coś lepszego - sakrament pojednania, i kapłanów mających moc powiedzieć: "Wszechmogący Bóg odpuścił i przebaczył wszystkie twoje grzechy. Teraz możesz przebaczyć sobie, bo masz nowe życie w Chrystusie". Ten sakrament jest znakiem przebaczenia. Nie pozwólcie, aby ten sakrament został zmarnowany. Gdyby psychiatra mógł powiedzieć to, co ksiądz, stałby się najbogatszym człowiekiem na ziemi. Nie mamy tylko słów urzędnika, który udziela ślubu. Mamy sakrament małżeństwa, w którym słowa przyrzeczenia wypowiadane są w obecności Boga udzielającego łaski sakramentalnej w Kościele, który strzeże wierności przysięgi. Nie mamy kapłanów, którzy są przydzielani do parafii. Mamy kapłanów na wzór Melchizedeka, naznaczonych łaską sakramentu kapłaństwa aż do śmierci. Sakrament namaszczenia chorych to nie tylko słowa modlitwy, lecz moc uzdrawiania obiecana nam w Liście św. Jakuba. Ten sakrament również otwiera drzwi raju.
Do tych sakramentów dodajmy pełny depozyt wiary, strzeżony i doskonalony przez Tradycję - 2000 lat jednej wiary. Mamy Maryję, o której Jezus powiedział: "Oto Matka twoja". Maryja, Królowa nieba, modli się za nami. Jest Gwiazdą nowej ewangelizacji w Kościele katolickim.


z angielskiego przeł. Dariusz Cupiał