Jesteście narodem ewangelizatorów
Dodane przez Zbigniew Kowalski dnia 22.08.2007
Homilia ks. Ricardo Arganaraz w kościele św. Stanisława Kostki - 28 V 1994 r.

Dziękuję Panu za łaskę, że mogę stanąć wśród was. Dziękuję Panu za to, że mogę stanąć wśród Polaków po raz dwudziesty, że dzięki moim przyjazdom do Polski mamy trzy polskie powołania. Musicie sobie uświadomić, że jesteście narodem ewangelizatorów. Czy macie świadomość, że jesteście narodem ewangelizatorów? Polska jest obszarem strategicznym, bo można przez nią iść zarówno na Wschód, jak i na Zachód. Polska położona jest na równinie. W Polsce, o ile wiem, nie ma tak wysokich gór, które nie pozwalałyby ludziom swobodnie się przemieszczać. Jest to przepiękna równina, dlatego że Pan Bóg w swojej Opatrzności zadecydował, aby ten naród był otwarty. I rzeczywiście naród polski jest bardzo otwarty na inne kultury. Poznałem wiele narodów i odwiedziłem wielu Polaków, którzy przyjęli miejscową kulturę. Polacy łatwo przyswajają sobie obce języki.
Polacy to naród, który łatwo się adaptuje. Nie ma wielu problemów, zje to, co dostanie, może położyć się spać gdziekolwiek. Inne narody martwią się, gdzie będą spać, a Polak położy się nawet pod ołtarzem. Wystarczy, że znajdzie jakieś miejsce i tam śpi. Polacy są też narodem emigracyjnym. Byłem w Ameryce Północnej, Południowej, Środkowej, w Australii, Afryce. Wszędzie, w każdej części świata są Polacy. Mam nadzieję, że nie ma żadnego Polaka w piekle. Nawet mamy jednego Polaka na stolicy apostolskiej.
Czy wiecie, co się mówi o Polakach? Jak Polak idzie do piekła, to najpierw buduje nowy kościół. Polacy to naród katolicki, naród chrześcijański. Otwartość, łatwość przyswajania języków obcych, łatwość adaptacji i wiara chrześcijańska stanowią jego charakterystyczne cechy. Pan wam je dał. Dlaczego? Abyście zachowali je dla siebie, abyście się nimi cieszyli? Nie! Dał wam te cechy, abyście byli uległym instrumentem Ducha Świętego, abyście byli narzędziem do ewangelizacji całej Europy, abyście podjęli nową ewangelizację. Sobór Watykański II mówił o potrzebie nowej ewangelizacji (Lumen gentium, Gaudium et spes). Kościół powinien być nosicielem zbawienia w świecie. Paweł VI w adhortacji Evangelii nuntiandi mówi, że trzeba ewangelizować cały świat. To samo we wszystkich podróżach powtarza Jan Paweł II. W 1983 r. ogłosił potrzebę Nowej Ewangelizacji.
Nowej w swym zapale. Czy jestecie żarliwi? My, katolicy, jesteśmy zbyt spokojni, śpimy. Cieszymy się Eucharystią, sakramentami i nie robimy nic więcej. Nie zdajemy sobie sprawy, że cały Wschód Europy nie jest już chrześcijański. Duża część Zachodu jest ochrzczona, ale nie idzie za Jezusem, ponieważ przyjmuje postawy, które nie są chrześcijańskie. Jak możemy być spokojni, gdy cały świat nie jest chrześcijański? Jak możemy spać spokojnie, gdy 3\4 ludzkości nie zna Chrystusa?. Dlatego potrzeba chrześcijan pełnych żaru, ognia, miłości do Jezusa. Czy macie taki zapał, by zanieść Ewangelię całemu światu?. Kto z was pragnie iść na krańce tego miasta i głosić Jezusa? Nie możemy czekać, aż ludzie przyjdą do Kościoła, nie możemy czekać, aż przyjdą do nas. My musimy iść do naszych braci. Nie możemy czekać, by tylko księża ewangelizowali. Wszyscy musimy odczuć ten ogień, pragnienie niesienia Jezusa do wszystkich miejsc naszego miasta. Dlatego potrzebujemy ognia Ducha Świętego, by On zstąpił w nasze serce, by nas przemienił tak, jak przemienił dwunastu Apostołów, których posłał jako głosicieli Ewangelii.
Musimy znaleźć nowe metody niesienia Ewangelii. Nie możemy zadawalać się tradycyjnymi sposobami ewangelizacjii. Musimy korzystać ze środków masowego przekazu, szukać nowych, twórczych sposobów dotarcia do człowieka żyjącego w świecie, aby mu zanieść Dobrą Nowinę - Ewangelię Jezusa.
Czy kochasz Jezusa? Tak! Idź i głoś Dobrą Nowinę!
Widzimy wszędzie dobroć, piękno, a równocześnie dostrzegamy nędzę, kłamstwo, przewrotność. Człowiek na tym świecie doświadcza nędzy, choroba fizyczna także jest jego nędzą. Iluż jest sparaliżowanych, niewidomych, głuchych? Iluż jest niemych, cierpiących na chorobę płuc, choroby wątroby, trzustki? Wszędzie widzimy nędzę. Nas samych nękają choroby. Któż z nas nie cierpiał na ból głowy, ból zęba czy inną chorobę? Na świecie nie ma człowieka, który by nie doznał nędzy tego świata, który by nie doznał nędzy fizycznej.
Ale jest też nędza psychiczna. Myślę tu o osobach cierpiących z powodu depresji, przeżywających niepokoje. Tylu braci cierpi z powodu schizofrenii, myśli obsesyjnych. Tyle nędzy psychicznej znajdujemy w świecie. Jesteśmy często sfrustrowani. Byłem utalentowany muzycznie, od czwartego roku życia grałem na fortepianie, ale śmierć mamy spowodowała, że przestałem pobierać lekcje u profesorów.. Przeżywałem to bardzo, gdyż wszyscy moi bracia grali na jakimś instrumencie.


A co powiedzieć o chorobach ducha?. Ilu z was jest zniewolonych, ilu widzimy narkomanów, uzależnionych od seksu, ogarniętych nienawiścią, zazdrością, rywalizacją, próżnością! Tyle uzależnień mamy w sercu.. Komu one nie ciążyły! Wołamy wówczas o pomoc. Od wielu ciężarów nie jesteśmy w stanie uwolnić się sami. Nie znam narkomana ani alkoholika, który by z własnej woli uwolnił się od swego uzależnienia. A przede wszystkim, bracia, w naszym sercu jest grzech i choć bardzo chcielibyśmy się z niego wyzwolić, nie jesteśmy w stanie tego uczynić. To są łańcuchy, które pętają nasze nogi, ręce i serce. Łańcuchy, które ograniczają naszą wolność i choć bardzo chcemy się uwolnić, w końcu uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy tego w stanie zrobić. Dlatego wołamy o pomoc, dlatego modlimy się spontanicznie. Każdy modli się w swoim sercu, każdy przytłoczony ciężarem woła w swym sercu: "Przybądź mi na pomoc, przyjdź i pomóż mi, przyjdź, uwolnij mnie".
Bracia, na tym świecie jest tylu, którzy wyzwalają, ale tylko jeden Zbawiciel. Jedyny zdolny uwolnić nas od grzechu, jedyny zdolny uwolnić nas od chorób, jedyny zdolny uwolnić nas od naszych uzależnień. Tylko On, jedyny Zbawiciel i Odkupiciel, zdolny jest rozerwać nasze kajdany. Kto jest naszym Zbawicielem? Kto rozrywa nasze kajdany? W Dz 4,12 Duch Święty mówi: "I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni".
To Jezus - kamień odrzucony przez budujących, który stał się kamieniem węgielnym. Ja też byłem uzależniony, miałem związane ręce i nogi. Miałem 20 lat i nie wiedziałem, co zrobić, żeby się wyzwolić. Prosiłem o pomoc braci, ale oni nic nie mogli uczynić. Pewnego pięknego dnia spotkałem Jezusa, zobaczyłem wspaniałe światło. Spotkałem mojego Zbawiciela, który rozerwał moje kajdany, uwolnił mnie od ciężarów. Spotkałem Go naprawdę. On mnie wyzwolił, uczynił wolnym. Moim Zbawicielem był Jezus. Pewnego dnia Jezus spotkał paralityka. Ewangelia św. Marka mówi, że cztery osoby przyniosły do Niego paralityka. Jezus powiedział do niego: "Synu, odpuszczone ci są twoje grzechy". Przyniesiono go, by został uzdrowiony z paraliżu, a tymczasem Jezus powiada: "Odpuszczone są twoje grzechy, zostajesz od nich uwolniony". Tylko Bóg może uwolnić od grzechów. Jezus objawił swoją władzę odpuszczania grzechów i włądzę nad ciałem człowieka. Powiedział do paralityka: "Rozkazuję ci. Wstań, weź swoje łoże i idź do domu". Jezus ukazał, że jest Panem nieba i ziemi, Panem naszej wolności, Panem życia i śmierci i uczynił to w sposób widzialny, dotykalny. Powiedział; "Wy nie widzicie grzechu, nie widzicie, że wolność jest w niewoli, widzicie tylko paralityka. Wiecie o tym, że mam moc uwalniać od grzechu. Oto Ja, Pan, uwalniam cię od grzechu". W ten sposób Jezus ukazał, że jest Panem całej osoby ludzkiej. Przed swoim odejściem wezwał swoich uczniów i powiedział im: "Dana jest mi wszelka władza na ziemi i na niebie, władza nad twoją wolnością, inteligencją, wrażliwością, władza nad twoim paraliżem, chorobą, twoim życiem".
Bóg ustanowił Go Panem nad wszystkim. On uzdrowił tylu chorych braci. Powiedział do zmarłej dziewczynki: "Dziewczynko, wstań". Powiedział do Łazarza: "Wyjdź z grobu". Przez swoje czyny Jezus ukazał, że jest Zbawcą każdego człowieka, że ma władzę uwolnić nas od grzechu. Uczynił to 2000 lat temu. Czy odszedł do nieba i zostawił nas samych? Czy zostawił nas samych? Zostawił nas bez nikogo, kto by nam pomógł?
Jezus wyzwalał ludzi 2000 lat temu, wyzwala i dziś. Uwalnia nasze serce z grzechu, nasze ciało z chorób. W Ewangelii św. Marka, pod koniec rozdziału 16, mówi: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie". Uczniowie poszli i głosili Ewangelię, a Pan działał przez nich i potwierdzał słowa cudami, które im towarzyszyły". To jest słowo Boże.
Dzisiaj Jezus jest obecny w Swoim Duchu i pragnie, aby cały świat poznał, że On żyje. Jak ukazuje się Jezus? Czy widzimy Go oczami? Czy słyszymy Go uszami? Ukazuje się przez znaki, które są mocą Ducha Świętego, abyśmy uświadomili sobie, że Jezus żyje wśród nas. Od 20 lat jestem zaangażowany w odnowę charyzmatyczną. Od samego początku widziałem posługę uzdrawiania. Gdy otrzymywaliśmy wylanie Ducha Świętego, była z nami osoba sparaliżowana - od 12 lat na wózku inwalidzkim. Modliliśmy się i po naszej modlitwie wstała. Był też głuchy, który po godzinie modlitwy, dzięki mocy Duch Świętego, zaczął ponownie słyszeć.
Kto to uczynił? Kto postawił na nogi tę siostrę? Kto sprawił, że brat znowu słyszał?
Pamiętam 18-letniego młodzieńca, który od 14 dni nie miał nic w ustach z powodu wielkiego bólu zęba. Lekarze czekali, aż opuchlizna zniknie. Usłyszałem w swoim wnętrzu: "Módl się w jego intencji". Spytałem tego młodzieńca: "Czy mogę się nad tobą pomodlić? Jezus cię uzdrowi". Odpowiedział: "Pomódl się". Modliłem się nad nim przez 2 godziny i opuchlizna znikła całkowicie. Nie potrzebował już dentysty. Jego uzdrowienie było natychmiastowe. Kto tego dokonał?


Kilka lat temu zadzwoniła do mnie pewna mama i powiedziała: "Mój syn cierpi z powodu schizofrenii. Właśnie zjadł trzy, 10 -cio centrymentowe gwoździe, po prostu zjadł je. Co mam zrobić? Zawieźli go do szpitala". Otrzymałem rozeznanie: "Niech pani będzie spokojna, za 10 minut te gwoździe wyjdą z jego ciała". Rzeczywiście gwoździe wyszły na zewnątrz, nie robiąc mu żadnej szkody. Mam zdjęcia rentgenowskie, na których widać 3 gwoździe. Przechowujemy je w archiwum jako świadectwo miłości naszego Pana.
Kto tego dokonał? Znam pewnego ojca. Dwóch jego synów przyszło do mnie i rzekło: "Tato nie może się ruszać, a lekarze powiedzieli, że nowotwór złośliwy zaatakował jego nogi". Prosili mnie, abym przyszedł i modlił się nad nim. Odpowiedziałem: "Nie trzeba iść, będę się modlił tutaj z wami". Pomodliliśmy się krótko i powiedziałem: "Idźcie w pokoju, wasz tato wstanie na nogi". Ojciec został całkowicie uzdrowiony.
Pewnego dnia, po modlitwie o uzdrowienie przyszła pewna kobieta, która miała na czole guza jak pomarańczę. Był to objaw raka. Powiedziała: "Ojcze Riccardo, niech ojciec dotknie guza swoją ręką". Bardzo się śpieszyłem, gdyż samolot już na mnie czekał, więc wzięła moją rękę i dotknęła nią czoła. Przed upływem dwóch godzin guz zniknął całkowicie. Świadectw podobnych uzdrowienia mam już ponad 2000.

JEZUS ŻYJE
Jezus żyje. Powiedział: "Jestem z wami aż do końca świata". Powiedział również: "O cokolwiek będziecie prosić Ojca, to się wam stanie. Otrzymaliście moc Ducha Świętego". Jezus dał nam charyzmaty - znaki mesjańskie Jego obecności. Ojciec niebieski pragnie, byśmy wszyscy spotkali Jezusa. Dzisiaj, bracia, ujrzymy, że Jezus jest z nami. Uzdrowi wielu braci, będzie działał wśród was. On żyje, nie umarł, ale zmartwychwstał i dał nam Ducha Świętego. Dlatego właśnie powiedział: "Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was" (J 16, 7). Przyszedł Duch Pocieszyciel, moc z wysoka, jak obiecał Ojciec. My jesteśmy Kościołem.Wszyscy mamy charyzmaty, musimy je wykorzystywać, On je nam dał, abyśmy mogli głosić Jego imię.
Naprawdę bracia, gdyby ktoś, kto nie zna Boga, zapytał nas: "Czy jesteście ludem, który usłyszał głos Boga?", możemy mu odpowiedzieć: "Tak". Gdyż nasz Bóg to Słowo Ojca, które stało się Ciałem. My nie tylko słyszeliśmy słowa, my widzieliśmy Słowo. Widzieliśmy Słowo, które stało się Ciałem. Słyszeliśmy Jego słowa, słowa, które trwają w Kościele poprzez wspólnotę wiernych kierowaną przez Ducha Świętego. Temu, który by nas tak zapytał, możemy odpowiedzieć: "Nasz Bóg idzie z nami przez historię, przez Swoje znaki, cuda - potężną ręką, wyciągniętym ramieniem. To jest nasz Bóg, który idzie razem z nami. Słowo, które stało się Ciałem. Nasz Bóg nie przejawia się jako refleks naszej inteligencji. Naszym Bogiem jest Jezus, nasz Zbawiciel, ktoś, kto wziął na siebie naszą nędzę. Naszym Bogiem jest ten, który stał się naszym sługą. Naszym Bogiem jest Bóg, który zwyciężył śmierć, który zwyciężył grzech. Naszym Bogiem jest Jezus, Zbawiciel, Pan!

ABBA, TATUSIU!
Nasz Bóg dokonał jeszcze wspanialszych rzeczy, stał się naszym Ojcem i uczynił każdego z nas Swoim synem. Uczynił nas synami przez Ducha, wlewając w nasze serca ducha przybrania za synów. Bóg dał nam Ducha, który dotyka naszych serc. Daje nam Go w obfitości, bez miary. Daje nam miłość, która jest więzią doskonałości, dotyka naszych serc, jak dotykała serca Jezusa. A nasze serce modli się tak, jak serce Jezusa. Jaka była, jaka jest modlitwa Jezusa, o której mówi nam Pismo Święte? W głebi serca Jezus mówił - tak mówi Pismo Święte - "ABBA, OJCZE. ABBA, OJCZE, niech dzieje się Twoja Wola. Niech dzieje się to, czego Ty chcesz, gdyż Ja nie przyszedłem, aby czynić Moją wolę. Nie chciałeś całopalenia i ofiar, ale otworzyłeś mi serce. Oto przychodzę, aby czynić Twoją wolę, Ojcze". Z serca Jezusa wypływało to najsłodsze imię: "Abba, Tatusiu". Najgłębsza modlitwa Jezusa polegała na tym, by wypowiadać imię Ojca, a w tych słowach nie zawierało się po prostu: "Panie, Panie", bez czynienie później woli Ojca, ale było to "tatusiu", które pociągało za sobą pewien program. Było to "tatusiu", które oznaczało: "Oto ja". Było to "tatusiu", które oznaczało: "oddaję życie za moich braci". Właśnie to słowo Abba, Tatusiu w sercu Jezusa, syntetyzuje całą modlitwę, jakiej Jezus nas nauczył. Myślę, że gdy Jezus odchodził, by modlić się samotnie, na pewno bardzo często powtarzał: "Tatusiu". Powtarzał to bardzo wiele razy. Mówi się o św. Franciszku z Asyżu, że pewnego dnia spał koło swojego współbrata, który słyszał jak Franciszek przez całą noc mówił: "Mój Boże, mój Boże". Powtarzał to ciągle, gdyż miał to w swoim sercu jak oddech, jak Jezus powtarzał i powtarzał: "ABBA". Nie ma piękniejszej modlitwy niż powtarzać słowa Jezusa, gdyż stopniowo to słowo przekształca nasze serce. Z niewolników stajemy się synami. Św. Paweł w Liście do Rzymian mówi, że nie otrzymaliśmy ducha niewoli, aby znów pogrążyć się w bojaźni, ale otrzymaliśmy Ducha przybrania za synów. I dlatego wołamy: "Abba, Tatusiu". Oto nasza modlitwa. Nasz Bóg jest Bogiem, który wyciąga potężną rękę, Bogiem, który porusza słońce, księżyc, wszystkie gwiazdy na niebie. Jest przede wszystkim Bogiem, który jest w głębi serca, który dotyka głębi naszej psychiki, oświeca nas, panuje nad naszymi emocjami. A czyni to wszystko dzięki Duchowi Świętemu, który jest w nas obecny. Duch Święty został nam dany nie tylko po to, abyśmy mówili: "Abba" i byśmy zachowali naszą modlitwę dla siebie, lecz by posyłał każdego, aby niósł słodkie imię "Abba", aby zaniósł innym słodkie imię Jezusa. Dlatego w Ewangelii, której słuchaliśmy, Pan Jezus poleca nam, "Idźcie! Mam wszelką władzę na niebie i na ziemi. Zanieście imię Mojego Ojca, zanieście Moje imię i ochrzcijcie tych, którzy wierzą w Moje imię i nie bójcie się, bo Duch, którego wam dałem, nie jest duchem niewoli, ale idźcie z odwagą, idźcie z entuzjazmem, pewni, że każdy brat na tej ziemi otworzy serce na wasze słowa". To już nie są to słowa ludzkie. Są to słowa Jezusa, który jest Słowem Ojca. To On modli się w nas i przez nas, to On działa przez nas, posługuje się naszymi rękoma, aby dotknąć naszych braci. On posługuje się naszym językiem, aby głosić Jego Imię i aby nauczyć każdego człowieka na tej ziemi, wypowiadania słodkiego imienia "Tatusiu". Wszyscy musimy to robić.
Pochodzę z rodziny wojskowej. Mój ojciec nie wierzył, ale szanował tych, którzy wierzyli. Ja odpowiedziałem Panu swoje "tak" i uczyniłem to w sposób radykalny. Kiedy Jezus mnie wezwał: "Chodź i idź za mną", nie zwlekałem ani minuty. Zostawiłem dom i wróciłem do domu 16 lat póżniej, gdy byłem już kapłanem. Nie czekałem ani minuty. Mówię to zwłaszcza do młodych, którzy odczuwają wezwanie Jezusa. Trzeba być radykalnym, trzeba odpowiedzieć od razu. Nie czekać z odpowiedzią na Jego słowa, iść za nim zaraz. Mój ojciec widział, że się modlę, słyszał jak się modliłem. Po kilku latach, któregoś dnia mój ojciec zawołał mnie i powiedział: "Riccardo, naucz mnie modlić się", a ja mu powiedziałem: "Dobrze tatusiu, rób to, co ja". Ojciec nie umiał nawet Ojcze Nasz i nauczyłem go Ojcze Nasz, nauczyłem go Zdrowaś Mario i mój ojciec się nawrócił. Stał się naprawdę wspaniałym chrześcijaninem. Faktycznie mój ojciec prawdziwie stał się moim synem w wierze. Jak go przyciągnąłem do wiary? Ucząc go mówić: "Abba, Ojcze". Gdy zaczął odmawiać tę modlitwę, Bóg wszedł do jego serca, przekształcił go i uczynił go synem Ojca. Miał piękną śmierć. Pan Jezus, posłużył się modlitwą Ojcze Nasz, którą mój ojciec słyszał, gdy ją odmawiałem i modlitwa ta, wchodząc mu do ucha, weszła do jego serca. Duch Święty przekształcił go. Tak bracia, dzisiejsze słowo, uczy nas, że Bóg jest potężny, że nasz Bóg mówi do nas. Mówi do nas wewnątrz, w głębi serca. Powiedzieliśmy, że nasz Bóg jest Bogiem, który czyni cuda, powiedzieliśmy, że jest Bogiem, który ma władzę nad wszystkim, co jest cielesne. Jezus panował nad morzem, gdy było za bardzo wzburzone, nakazał mu: "Ucisz się" i morze się uspokoiło. Podobnie ma władzę nad diabłem. Powiedział: "Wyjdż z tego człowieka!" i on wyszedł. Powiedział do sparaliżowanego: "Wstań!" i on wstał.
Nasz Bóg jest Bogiem, który nie tylko czyni cuda. Nasz Bóg jest Bogiem, który dotyka serc, przemienia naszą wolność i czyni ją prawdziwie wolną, zdolną do pójścia za Jezusem. Składa życie za każdego, daje nam Ducha Świętego. Nakazał nam, byśmy szli i nieśli Jego Imię, ale nie posyła nas bez wyposażenia, daje nam narzędzia. Są nimi znaki mesjańskie, które wskazują na obecność Jezusa wśród nas. Potwierdzają, że Jezus zbawił każdego z nas, że Jezus zwyciężył grzech. Tymi znakami są charyzmaty, jakie On przekazał w ręce Swojego Kościoła, w nasze ręce, gdyż my jesteśmy Kościołem. Jeden z Ojców Kościoła IV wieku, Augustian Simponi, mówił: "Chrystus, to Chrystus i bracia" i nazywa to Christus totum. To my jesteśmy Chrystusem i razem z Nim uwielbiamy Ojca i dziękujemy. Jezus przywołał do siebie uczniów, dał im władzę wypędzania złych duchów i uzdrawiania chorych z wszelkich chorób i słabości. "Idąc, głoście, że bliskie jest królestwo Boże, uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy". Jezus polecił, abyśmy głosili Jego Słowo i dał nam narzędzia, które są znakiem Jego obecności. Dzisiaj widzimy, że jest wśród nas. Zobaczymy, że wielu braci wyzdrowieje. Poprzez nas On daje Swoją miłość, poprzez nasz język, poprzez nasze ręce. Chrystus użyje nas, aby uzdrowić braci. Uczyńmy otwartymi nasze serca. Wierzmy, że On nas uzdrawia. W znaku Jego miłosiernej obecności jest nasze uzdrowienie.
oprac. Maria Kantor