Kontemplacja o uzyskanie przebaczenia
Dodane przez Zbigniew Kowalski dnia 14.09.2012
Gdy męczy nas popełniany stale grzech nieprzebaczenia, złości, niechęci, gniewu wobec bliźniego, Boga i siebie samego należy rozważyć i kontemplować przypowieść o nielitościwym dłużniku (Mt 18,23-35).

Dlaczego? Ponieważ gdy zabieramy się do przebaczania napotykamy w sobie opór wewnętrzny. Zauważamy, że nie jesteśmy w stanie przebaczyć lub że to przebaczenie jest pozorne ponieważ w dalszym ciągu nie skutkuje ono przywróceniem pierwotnych relacji. Czasami nawet mówimy sobie: „przecież ten człowiek nic mi nie uczynił, to dlaczego czuję niechęć?”. W innym jeszcze przypadku dziwimy się sobie: „przecież przebaczyłem tej osobie i dlaczego nie chcę mieć jakiegokolwiek kontaktu z nią?”

Nie przebaczymy nigdy do końca jeżeli nie przeprowadzimy refleksji nad tym jak wiele przebaczył nam Bóg. Musimy wyobrazić sobie, że jesteśmy tym dłużnikiem co winien był 10.000 talentów. Musimy przemedytować co to znaczy 10.000 talentów srebra próbując przeliczyć to na dniówki robocze. Przy założeniu że talent waży 34 kg a dniówka robocza wynosi 1 denara oraz wiedząc, że sykl srebra wynosi 11,4 gramy co jest odpowiednikiem 4 denarów okaże się, że jesteśmy winni ok. 30 mln denarów. Przeliczając to na złotówki zakładając, że średnia dniówka w gospodarce narodowej w (II kw. 2012r.) wynosi ok. 115 zł to nasz uwspółcześniony dług wynosiłby 3 miliardy i 450 milionów złotych. Gdybyśmy więc chcieli zwrócić ten dług z naszej pensji zakładając, że jej połowę przeznaczymy na spłatę (trzeba przecież część przeznaczyć na utrzymanie) okaże się, że musielibyśmy pracować na nią 165.285 lat.

W tym momencie wyobrazić sobie należy jak wielkie były moje przewiny i jak wiele wybaczył mi Bóg. Musiałbym przez około 165 tysięcy lat żyć nienagannie nie zaciągając dalszych win czyli zupełnie bez grzechu służąc Bogu dniem i nocą. Typowym obrazem życia bez grzechu jest życie św. Pawła po nawróceniu lub życie św. Jana Chrzciciela, św. Jana Vianneya, św. Maksymiliana, św. Magdaleny itd. Tylko takie życie aktywne, pobożne i całkowicie poświęcone Bogu można nazwać bezgrzesznym.

Św. Paweł opisał co to znaczy być sługami Chrystusa:
Bardziej przez trudy, bardziej przez więzienia; daleko bardziej przez chłosty, przez częste niebezpieczeństwa śmierci. Przez Żydów pięciokrotnie byłem bity po czterdzieści razów bez jednego. Trzy razy byłem sieczony rózgami, raz kamienowany, trzykrotnie byłem rozbitkiem na morzu, przez dzień i noc przebywałem na głębinie morskiej. Często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od własnego narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustkowiu, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach od fałszywych braci; w pracy i umęczeniu, często na czuwaniu, w głodzie i pragnieniu, w licznych postach, w zimnie i nagości, nie mówiąc już o mojej codziennej udręce płynącej z troski o wszystkie Kościoły (2 Kor 11,23-28)

W tym momencie należy wyobrazić sobie swoje własne winy. Czy Bóg zawsze był na pierwszym miejscu w moim życiu, czy Go kochałem z całego serca, duszy, sił i umysłu. Czy kochałem bliźniego i siebie samego w podobny sposób. Czy ta miłość była czynna? Czy całkowicie oddałem się Bogu wypełniając Jego wolę „miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego” (Pwt 30,20)

Zastanowię się czy tylko brak gniewu niechęci, nienawiści sprawia, że już wszystko uczyniłem? Czyż brak miłości nie jest grzechem największym?

Następnie zamykam oczy i wyobrażam sobie teraz tych wszystkich których często spotykam każdego dnia i zobaczyć co złego uczynili mi. Zobaczyć należy jak niewielkie są ich przewiny w porównaniu do moich przewin wobec Boga. Jak mizernie wyglądają ich grzechy przy moich grzechach wobec Boga. To tylko 100 denarów w stosunku do 10.000 talentów. Owszem ich grzechy istnieją i niemożliwe jest o nich zapomnieć to co złego uczynili mi bliźni. Nie o to chodzi aby o ich przewinach zapomnieć całkowicie lub udawać, że nie istnieją lecz zobaczyć, że są niczym przy naszych grzechach czyli braku wiary, ufności i miłości wobec Boga oraz oddania się Mu całkowicie.

Następnym krokiem tej kontemplacji jest zobaczenie jak wiele zostało mi darowane, że nie darowano mi 50%, ani 80% czy nawet 99,9% lecz 100%. Bóg darował mi wszystkie winy i nie kazał mi spłacać w ratach, nie prolongował mi na późniejszy okres, nie umorzył odsetek lecz wszystko to skreślił jednym pociągnięciem przez śmierć swego Syna na krzyżu. To On Jezus Chrystus zapłacił cały ten mój dług i dług każdego człowieka. Krew Chrystusa była ceną tego skreślenia długów. Wystarczy żałować, że oddaliło się od Boga i prosić Go o przebaczenie. Nie byliśmy zdolni zobaczyć całego tego naszego grzechu i całego tego balastu, który nas obciążał. Nie byliśmy zdolni przyjść do Jezusa i prosić o przebaczenie lecz On swą uprzedzającą łaską uzdolnił nas do nawrócenia, pociągnął nas więzami miłości (Oz 11,4)

Dopiero teraz należy popatrzeć na winy bliźniego i zobaczyć, że nie jest on zdolny aby do nas przyjść i przeprosić, niezdolny do zrozumienia swego grzechu i niezdolny do wyciągnięcia ręki. On boi się, że go odtrącimy, widzi barierę niechęci w nas. Może pragnie znowu zbliżyć się do nas lecz widzi w naszych oczach potępienie. Omija więc nas dalekim kołem.

Należy więc w dalszej części kontemplacji przedstawić sobie w wyobraźni pojedynczo wszystkich swoich winowajców nawet bliskich sobie osób, którzy nas zranili. Teraz przy każdym z nich wydobywamy z pamięci ich winy, porównujemy z naszymi winami wobec Boga, przywołujemy jeszcze raz akt Jezusa skreślający nasze winy i Jego serdeczne przygarnięcia nas do Jego serca gdy żałujemy i prosimy o przebaczenie. Patrzymy w oczy Jezusa, który nie widzi w nas żadnych grzechów i bierze nas w objęcia. Patrzymy jak wielka jest Jego miłość do mnie osobiście. Wtedy będąc jeszcze w ramionach Chrystusa spojrzę na mego bliźniego i jego winy wobec mnie i powiem mu: „Przebaczam ci mój bracie kochany nawet gdybyś miał w dalszym ciągu mnie ranić i grzeszyć wobec mnie bo niczym są twe grzechy przy tak wielkiej miłości naszego Pana. Tak jak Chrystus przebaczył mi tak i ja tobie przebaczam. Niech Bóg cie błogosławi a mi da łaskę całkowitego i szczerego przebaczenia, niech uczyni me serce kamienne sercem kochającym”

Kiedy dokonamy takiej kontemplacji prośmy Ducha Świętego aby wlał w nasze serce Bożą miłość. Prośmy aby uczynił to poprzez Jego przyjście do naszych serc i aby stał się w nas źródłem miłości. Aby stał się Wodą Żywą, którą nas oczyszcza gdy się w niej zanurzamy o daje życie wieczne gdy ją pijemy.

14.09.2012